W szkole IPS, gdzie uczę się na kierunku Psychotronika, po każdym semestrze mamy 6-dniowe warsztaty. Przyszedł czas na małe podsumowanie pierwszych warsztatów. Przyjechałem do Jastrzębiej Góry w sobotę (Nie, to nie jest w górach, a malutka miejscowość obok Władysławowa) dzień przed wszystkimi, chciałem odpocząć od swojego miasta i miejsca zamieszkania. Kocham morze, więc czym prędzej tam się udałem. Pogoda iście wiosenna – ciepło i słonecznie, czy można chcieć czegoś więcej?
Hotel i moje pierwsze wrażenie
Pokój hotelowy przypomniał mi wyjazd na kolonię w Kołobrzegu z 1999 roku – istny PRL. Byłem tak wkurzony na standard hotelowy, a pragnę zaznaczy, że wielkich wymagań nie mam. Złość przeszła mi w momencie, gdy zagospodarowałem swoją przestrzeń w pokoju. Śniadania i obiady były smaczne, ale kolacje szału nie robiły.
W niedzielę powoli zaczął pojawiać się stres, przecież to nasze pierwsze spotkanie na żywo. W niedzielę od 13:30 zrobiło się to intensywniejsze, więc próbowałem to zwyczajnie przeleżeć… Ale to nie pomagało, co jakis czas przeszywało mnie uczucie gorąca. O 15 napisała znajoma z którą moim zdaniem złapałem dobry kontakt na zajęciach online. Czy idę z nimi coś zjeść, wiadomo że idę. Napięcie zdecydowanie puściło z ciała podczas tego spotkania. Dzień spędzony w bardzo miłym towarzystwie, wieczorem wspólna kolacja całej naszej grupy, a po kolacji wspólne rozmowy.
Warsztaty i napięcie w ciele
Następnego dnia pierwsze zajęcia… A przypominam, że mam jakieś dziwne i niezrozumiałe odczucia w ciele, gdy siedzę w zamkniętych pomieszczeniach. Mam duży ścisk w żołądku, burczenie w brzuchu i napięcie w ciele. I tak też było tym razem, myślałem, że tam nie wytrzymam. Łapałem chwilę rozluźnienia, gdy pracowaliśmy w grupach bądź w parach. W przerwie miedzy zajęciami spotkałem naszą prowadzącą i rozmawialiśmy o moich dolegliwościach. Warto wspomnieć, że mieliśmy dwa bloki zajęć. Od 10 do 14 i od 16 do 19.
Drugi blok ćwiczeń zaczęliśmy od ćwiczenia przypominającego medytację. Chwila wyciszenia, wgląd w głąb siebie, sprawdzanie odczuć w ciele, No ucisk to ja mam proszę Pani od 4 godzin xD – pomyślałem. I zapytajcie się siebie o czym to jest? Ooo pojawił mi się obraz małego chłopca uciekającego, przed dorosłym mężczyzną…. Wow. I tak jakoś zrobiło się lżej od tamtego momentu. Tym bardziej, że odniosłem wrażenie, że to ćwiczenie jest specjalnie dla mnie. Dziękuję.
Zapomniałem dodać, myślałem, że będziemy działać w tematach psychotronicznych, na tym zjeździe była praca z rodem i cieniem. A tu zonk – warsztaty z komunikacji… Pierwsza myśl, ale kuźwa nuda. No nic bardziej mylnego. Doświadczenia bardzo cenne i ciekawe, zresztą jak i same warsztaty. Opiszę pokrótce to co najbardziej utkwiło w mojej pamięci.
Ćwiczenia i wrażenia z nimi związane
Pierwsze ćwiczenie w parach – siedzieliśmy naprzeciwko drugiej osoby trzy minuty w całkowitym milczeniu. Wow. To się tak da, bez dyskomfortu? Pewnie, że się da, ale nie z każdym potrafię siedzieć w absolutnej ciszy. Po każdym zadaniu dzieliliśmy się z grupą swoimi odczuciami, wrażeniami bądź przemyśleniami. U mnie było różnie raz byłem mniej, raz byłem bardziej wylewny, ale chyba częściej jednak mniej 😀
Ćwiczenie drugie – jedna z osób dzieliła się swoją historią (intensywność od 3-5 w skali od 1 do 10) a druga osoba słuchała bez mówienia, mogliśmy robić „yhymm, ahaa, ok”, ale mogliśmy notować kiedy chcieliśmy coś powiedzieć. Wniosek miałem dość szybko, wystarczy nie przerywać, a ludzie sami odpowiadają na to o co chcemy zapytać.
Ćwiczenie trzecie – podobne do drugiego z tym, że mogliśmy zadawać pytania, ale nie mogliśmy doradzać. I ja się z tym doradzaniem zgadzam, to przecież drugi człowiek żyje z tą decyzją, a wszelcy doradcy nie biorą za to odpowiedzialności. Tutaj też padło fajne zdanie, pewnie je trochę sparafrazuję. Brzmiało mniej więcej tak: Doradzamy bo nie chcemy czuć tego czym dzieli się z nami drugi człowiek, być może również sami nie radzimy sobie z własnym dyskomfortem i dlatego dajemy tak szybko swoje porady, aby poczuć ulgę lub zmienić temat.
Zostałem wysłuchany
Ćwiczeń było więcej, ale opisuję te, które w mojej ocenie były dla mnie istotne. Największe wrażenie, jak i największy wstrząs dostałem po ćwiczeniu, gdzie mieliśmy podzielić się historią swojego sukcesu, opowiadając o nim przez 20 minut. Moje pierwsze spostrzeżenie do prowadzącej, ja mam mówić przez 20 minut???? Przecież wyczerpię cały limit słów na 3 dni….. Oj jak ja się myliłem, jak bardzo się myliłem. Zostałem tak dobrze wysłuchany, z takim zainteresowaniem i uwagą jak chyba nigdy w życiu… To było WOW, po zajęciach ogarnął mnie smutek, że tak naprawdę nie zaspokajam swojej pierwotnej potrzeby, siedziałem sam na plaży i gapiłem się w morze. Umysł wariował i tworzył swoje wymyślone scenariusze. I tak mnie naszło, gdy to piszę. Czy to nie jest mechanizm obronny, aby tylko nie czuć smutku, bólu, żalu i uciekam w myśli, aby wyrówać swój stan wewnętrzny? Hmm ciekawe, zostawiem to sobie na później. To ćwiczenie określam jako Top 1 na warsztatach. Tego dnia wieczorem dostałem wilczego apetytu i poszedłem na pizzę, aby podładować się kaloriami.
Granice
Kolejnym zadaniem były granice. Jedna osoba stała w końcu sali i po kolei pojedynczo podchodziły do niej osoby. Osoba na końcu miała podnieść rękę na znak STOP, gdy jej granice zostały przekroczone i czuje dyskomfort w ciele. Ja podszedłem trochę inaczej, potraktowałem to troszkę jak odrzucenie, aczkolwiek osoby idące miały być tylko narzędziem. Dlaczego jako odrzucenie? Aby zrozumieć i uszanować, że druga osoba ma do tego pełne prawo.
Gdy wyrwałem się, aby w końcu mieć to za sobą, miałem ochotę zatrzymać wszystkich na starcie… aby nie robili nawet jednego kroku w moją stronę, pomyślałem, że to bez sensu. Spróbuję chociaż trochę przełamać dyskomfort, nogi drżały mi od samego początku. To ćwiczenie to moje Top 2 na warsztatach. Po nim przyszła do mnie szybka refleksja. Tak nie lubisz i boisz się odrzucenia, a odrzucasz wszystkich od siebie…
Trudny klient
Na ostatnim stopniu podium stawiam ćwiczenie, gdzie mieliśmy się wcielić w rolę trudnego klienta. Wcześniej określaliśmy jaki jest dla nas trudny klient. Milczący, cały czas mówiący, wulgarny, chamski, żarty z podtekstami seksualnymi, przerywający, korzystający z telefonu podczas sesji itd. Trafiłem na mocną zawodniczkę i w głowie miałem już genialny plan, co ja tutaj odpierdzielę. Baa, gdy nastąpiło loswanie par, zacząłem się śmiać jak ostatni kretyn… Postawiłem na wulgarność i chamstwo – przecież znam te aspekty mojej osobowości doskonale. Dostawiłem sobie drugie krzesło, aby położyć na nim moje nogi po czym dostałem impuls w głowie, najwidoczniej wstydu i myśl: „Co ty ku…. robisz… nie rób tego z nią…”
Na początku byłem tragiczny: pretensjonalny, rozczeniowy i chamski. Znowu impuls: nie chcę taki być… Podczas rozmowy wydaje mi się, że przez dłuższy czas byłem naprawdę sobą i zapominałem, że miałem być trudnym klientem, więc na szybko „szyłem” jakieś pomysły, aby po prostu trzymać się zadania. W kontrze dostałem lekcję pokory, przy zamianie ról moja koleżanka wybrała 15 minut milczenia za mną. Myślałem, że się tam „pochlastam” na tym krześle. Czułem napięcie w ciele, bardzo chciałem pomóc, ale nie odezwała się do mnie ani słowem. Co prawda, gdy podsunąłem jej kartkę z rysunkiem to napisała: „Terapeuta jest gupi”, a potem namalowała „Kulfona” xD, zresztą sama się z tego śmiała, ale pod koniec z moich ust padły takie słowa jak: „Dość, koniec już”… Od prowadzącej dostaliśmy cenną wskazówkę: „Nie chciej bardziej niż klient” i to zdanie zostawiam ze sobą na długo. Po zajęciach kolejny wieczór spędzony samotnie, tym razem totalnie bez energii.
Ostatni dzień zajęć
W ostatni dzień ponownie mieliśmy ćwiczenie siedzenia 5 minut w ciszy naprzeciwko siebie… Wylosowałem tę samą osobę, co przy najlepszym ćwiczeniu na warsztatach. Siedziało nam się tak fajnie ze sobą, że szok. Zero dyskomfortu, ja tego nie ogarnąłem, ale nawet zrównał nam się oddech. Ja za to skupiłem się na aurze drugiej osoby, którą widziałem bardzo wyraźne. Normalnie kuźwa jak u „świętej” osoby. Na koniec rozmawialiśmy w parach każdy z każdym po 20 minut na parę. Za zadanie mieliśmy powiedzieć: 1. Co mi ułatwia kontakt z Tobą. 2. Co mi utrudnia kontakt z Tobą. 3. Czego tutaj nauczyłem się od Ciebie. i ostatnie 4. Jak zmieniło się moje postrzeganie Twojej osoby na żywo. Z każdym rozmawiało mi się bardzo fajnie i na luzie, nawet gdzieś tam zdecydowałem się na małe „wyznanie” czego pragnę zaznaczyć, że na co dzień nie robię i nie było to dla mnie łatwe xDDD I z tego jestem dumny.
Moje otwarcie i wielki zachwyt
Podczas wyjazdu były również „balety” zorganizowane dla wszystkich uczniów i wykładowców. Energetycznie to było bardzo fajne miejsce. Tańczyłem na trzeźwo! Chociaż dzisiaj nie wiem czy to taki wielki sukces, ale być może będzie to szło w stronę normalizacji, zresztą tego dnia miałem tą refleksję o odrzuceniu i zamknięciu na drugiego człowieka, więc nastąpiło moje otwarcie. Dwa spacerki w różnych grupach, a później wspólna kolacja na dancingu organizowanym przez szkołę. Można Panie Pawle? pewnie, że można.
Czasem lubię powołać się na zasadę lustra. Czyli to co widzisz w innych, np. to co Ci imponuje. Możesz mieć w sobie odkryte lub nie. W hotelu była taka jedna Pani, która świeciła jak latarnia. Od samego patrzenia na nią, w człowieku budził się zachwyt. Pomyślałem sobie, że chcę świecić tak jak ona i kuźwa to zrobię. Nie wiem w jakim czasie, ale to zrobię xD Emocje po warsztatach opadły i czas wrócić do codzienności. Nie mogę się doczekać kolejnych! Na szczęscie mamy już zajęcia online, na start mamy zajęcia z neurografiki – imho zajebista metoda transformacyjna, ale o tym będzie w następnym wpisie. Dziękuje za poświęcony czas na przeczytanie tego wpisu.

Strona internetowa szkoły – Link
Więcej o psychotronice znajdziesz w tym wpisie – Link
